sobota, 9 sierpnia 2014

40 000 wyświetleń!!!

Ojeju. Naprawdę sama w to nie umiem uwierzyć, ale przeszło już 40000 tysięcy wyświetleń na blogu, z czego bardzo, ale to bardzo się cieszę. Wiem, że taki wynik jest trudny do osiągnięcia i z tego powodu jeszcze bardziej dziękuje tym, którzy pojawili się na moim blogu. A najbardziej tym, którzy pozostali na dłużej i nadal ze mną są, choć wiem, że to nie łatwe, bo często piszę za przeproszeniem takie gówna, że... Ach lepiej nie kończyć.
Więc jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję. 
Minęło już ponad pół roku odkąd ten blog istnieje, a ja nie wiem kiedy ten czas tak szybko uciekł. Jeszcze pamiętam kiedy pisałam pierwsze rozdziały, pojawiały się pierwsze komentarze, a teraz już druga część praktycznie dobiega końca, a razem z nią najprawdopodobniej i koniec nienawiści.
Ale koniec pracy nad nienawiścią nie oznacza końca mojego pisania. Nie zamierzam tak łatwo odejść z blogosfery. Nadal będę pisać Świat bez tolerancji, a po zakończeniu nienawiści pojawi się nowe opowiadanie, które mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu. 
Dodatkowo będziecie mogli znaleźć mnie na Wattpad, gdzie będą publikowane nowe wersje Nienawiści, więc mimo, że na tym blogu Nienawiść się skończy, nadal będzie można czytać ją w nowszej, mam nadzieję, że lepszej wersji. A jeśli skończę poprawiać drugą część, może pojawi się prequel? Zobaczymy co czas pokaże.
Jeszcze raz dziękuje wszystkim, gdyby nie wy już dawno bym się poddała i darowała sobie to pisanie. Dzięki Wam mogę rozwijać swoje hobby, wiedząc, że ktoś to czyta i ktoś czeka na ciąg dalszy.
Do napisania
Wasza Mroczna 

czwartek, 7 sierpnia 2014

ZWIASTUN DO DRUGIEJ CZĘŚCI

No, to oprócz tego, że na Wattpad jest nowsza wersja pierwszego rozdziału, pierwszej części, to mam także dla Was zwiastun do drugiej części. Wątpiłam, że kiedykolwiek on powstanie, ale poznałam wspaniałą osóbkę, która zajmuje się robieniem zwiastunów.

Zwiastunik <3 

Rozdział 17 (cz.2)

Gdybym powiedział ci czym byłem, 
czy odwróciłbyś się ode mnie?
Jeśli nawet wydawałbym się niebezpiecznym
czy bałbyś się?
Odnoszę takie wrażenie, bo
wszystko czego dotknę jest za mało ciemne
Czy ten problem tkwi we mnie?
-----------------

Nowsza wersja pierwszego rozdziału, pierwszej serii już na wattpad!
Link pod notką.


W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, gdy chce porzucić zabawy i się ustatkować. Mieć dom z ogrodem, wziąć ślub, mieć dzieci... Nie wiadomo jakby człowiek się starał, w pewnym momencie zawsze przyjdzie taka potrzeba. Bez wyjątków.
Możliwe, że o tym w tej chwili właśnie myślała Juliet. Stała oparta o maskę swojego samochodu i trzymając w dłoni kubek kawy, wpatrywała się w swoje buty, jakby były najciekawszą rzeczą w całym tym miejscu. Nie były i Ju dobrze o tym wiedziała. Nie chciała już takiego życia, chciała mieć męża, który będzie rano budził ją pocałunkiem i który będzie ją kochał taką jaka jest, bez względu na to, że czasami, a raczej praktycznie zawsze, nie potrafi mówić o swoich uczuciach i nie pozwala zbliżyć się innemu człowiekowi do siebie.
Pragnęła czegoś, co jej zostało odebrane. Ciepłego domu, ale teraz zamiast krzątającej się po kuchni mamy, marzyła o dzieciach. Jednak ona nie miała nic. Nie miała męża, ba teraz to nawet nie miała partnera, nie miała małego domu z ogrodem, a tym bardziej nie miała dzieci. I wolała ich nigdy nie mieć, bo nie chciała, by musiały przechodzić przez taki los jak ona lub rodzeństwo Collinsów.
Odpaliła któregoś z kolei papierosa i przyłożyła go do ust, zaciągając się dymem.
Nie wyobrażała sobie, że w pewnym momencie mogłaby umrzeć, zostawiając na świecie małe dzieci. Zbyt bardzo znała uroki mieszkania w sierocińcu. Ludzie, którzy powinni wspierać, byli oschli i nie raz się zdarzyło, że jako dziecko Ju oberwała od wychowawcy, bo temu nie spodobała się najmniejsza rzecz. Również współlokatorki nie darzyły jej sympatią, a że była najmłodsza z dziewczyn, tamte utrudniały jej życie jak tylko mogły. Nie raz w swoim łóżku zastawała dżdżownice, a w butach nie odnalazła pastę do zębów. Jednak nie mogła się skarżyć, to nie było w jej naturze. Stawała prosto, naprzeciwko prześladowców i pokazywała, że to ona jest górą, że upór i chęć wygranej nie stanowi tylko części trudnego charakteru, a charakteru rudowłosej. W okresie największego buntu często dochodziło do bójek z jej udziałem. Dyrektor domu dziecka załamywał ręce na poczynania młodego rudzielca i nie raz ostrzegał, że przez swoje zachowanie może trafić w końcu do poprawczaka, o ile nie więzienia. Lecz zielonooka nigdy nie przejmowała się jego słowami, czuła, że musi trenować, że musi walczyć, by w chwili, gdy stanie oko w oko z mordercą jej rodziców, nie uciec jak płochliwa dziewczynka tam gdzie pieprz rośnie, a stanąć do walki. I stanęła. A była z tego dumna.
-Niunia, możemy pogadać?- Jej rozmyślenia przerwał głos Maxa, który trzymał w ręce dwa kubki kawy. Z jednego właśnie napił się kawy, a drugi podał Deutch. Kobieta poczuła lekki dreszcz, przechodzący przez jej ciało, w chwili gdy przez przypadek palce blondyna musnęły jej dłoń.
-Nie mamy o czym rozmawiać- odparła spokojnym, ale niepozbawionym uczuć głosem.- I ty o tym dobrze wiesz, Max.
Collins wpatrywał się w nią jak w ósmy cud świata. Uwielbiał jej duże, kocie oczy, w których zawsze panował chłód, pulchne usta zazwyczaj pomalowane szminką, białą cerę, długie, zgrabne nogi i rude włosy, podkreślające trudny charakter tej młodej kobiety. Patrzył w jej oczy, pragnąc przekazać jak bardzo cierpi po tym rozstaniu, choć sam uważał, że ich rozstanie nie było prawdą. On musiał się ukryć, nie mógł pokazywać się w towarzystwie dwudziestoparolatki, lecz nigdy nie zrezygnował z ich związku. Był pewien, że to ona jest kobietą jego życia. To z nią chciał wziąć ślub i mieć dzieci. I choć minęły trzy miesiące od ich ostatniego spotkania, jego uczucia się nie wypaliły. Kochał ją tak samo mocno, jak na początku znajomości, a może i nawet bardziej. Pragnął zapewnić jej bezpieczeństwo, pokazać cały świat i dać jej to, czego nie miała. Rodzinę.
-Niunia, proszę- szepnął cicho podchodząc do niej bliżej.- Kiedy to wszystko się skończy...
Ju zerwała się z miejsca i odeszła na kilka kroków wrzucając przy tym dłonie w powietrze.
-Nie, Max- zaprzeczyła.- To się nigdy nie skończy, zawsze będzie ktoś, kto znajdzie coś na waszą rodzinę. Teraz dzieje się to wszystko przez twoich rodziców, bo ukrywali fakt, że matka miała drugiego syna! Max, on zginął, bo chciał się dowiedzieć, dlaczego matka go porzuciła! Jak ty byś się czuł, na jego miejscu?! No, do cholery, jak? Wiesz jak to jest nie mieć rodziców? Pragnąć się dowiedzieć, dlaczego ich nie ma przy tobie? Nie wiesz, Max. Nie wiesz.
Brązowooki podszedł do niej i schował jej dłonie w swoich. Nie wiedział jak to jest. Jednak był pewien, że rudzielec mówił prawdę. To miało się nigdy nie skończyć. Przez całe życie miały się za nimi ciągnąć kłopoty przez głupotę ich rodziców. Lecz sądził, że każdą przeszkodzę można pokonać jeśli ma się przy sobie bliskich. Jeszcze pół roku w to nie wierzył, jak zwykle ochrzaniłby Ann za takie myślenie, ale to właśnie jego siostra i rudowłosa, mu to udowodniły. Jego siostra nie była może optymistką, ale wierzyła w niego, wierzyła w siłę rodzeństwa.
-Proszę- szepnął.- Nie zostawiaj mnie.
Wyrwała się mu i spojrzała na niego lodowato. Zabolał go fakt, że ukrywała przed nim uczucia.
-To ty mnie zostawiłeś, Collins- rzuciła odchodząc pewnym krokiem.- Pamiętaj o tym.
Przyglądał się jej do momentu, w którym zniknęła za drzwiami, będącymi kiedyś wyjściem ewakuacyjnym.
-Ej ludzie!- Otrzeźwił go krzyk Jareda.- Mam dwie sprawy.
Obrócił się w stronę bruneta i można było przysiądź, że przez chwilę jego źrenice rozszerzyły się w zdziwieniu, bo oto do tej fabryki tuż obok Jareda wjechały trzy samochody. Widział zadowolenie na twarzy przyjaciela, on też uśmiechnął się. Do chwili gdy nie zobaczył pewnej osoby. Jamesa.

Wychodząc z łazienki zauważyłam, że Paul stał przy oknie. Podeszłam do niego, by sprawdzić co aż tak ciekawego znajdowało się na pustej ulicy w środku nocy. Właśnie, była pusta. Podniosłam głowę, by spojrzeć na twarz chłopaka. Ten objął mnie jednym ramieniem i przyciągnął do siebie bliżej, a potem złożył krótki pocałunek na moich ustach.
-Kocham cię, Ann- szepnął patrząc mi prosto w oczy. Kochałam jego, tą barwę ciemnej czekolady, ten błysk w oku, który zmieniał się w zależności od sytuacji. Raz był to błysk szczęścia, innym razem bardziej łobuzerski, pożądania. Jednak nie mogłam zapominać też o tych chwilach, kiedy w jego oczach nie dostrzegałam nawet cienia nadziei i panował w nich tylko smutek i ból. A czasem nawet złość i rozczarowanie. Wiedziałam, że od jutrzejszego dnia ludzie będą widzieć tylko te „złe” emocje. A to wszystko znowu przeze mnie. Po raz kolejny go zranię, może niektórzy powiedzieli mi, że on też mnie ranił. Były takie momenty, ale nie myślałam o nich, życie było zbyt krótkie by o nich myśleć, kochałam Paula, a on mnie i to było najważniejsze. Bynajmniej do tej pory. Bo teraz musiałam zostawić osobę, którą kochałam najmocniej. Mężczyznę, z którym chciałam dzielić przyszłość do końca życia. Wiedziałam, że on był tym jedynym, że już nigdy nie pokocham nikogo tak bardzo jak jego, że już nigdy nie pokocham nikogo w ogóle. O ile to przeżyję.
-Tak bardzo cię kocham- odszepnęłam wtulając się w jego ciało. Nie znałam lepszego miejsca od jego ramion, bezpieczniejszego. Jednak nie mogłam pozwolić by coś mu się stało. Musiałam go chronić.
To było takie dziwne, bo jeszcze we wrześniu uważałam, że go nienawidzę, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Gdyby tak było, byłoby o wiele prościej. Nie czułabym tego potwornego bólu w klatce piersiowej na samą myśl o rozstaniu. Tyle, że nigdy nie poznałabym jak to jest być naprawdę kochaną, jak to jest zasypiać przy ukochanym mężczyźnie z poczuciem bezpieczeństwa.
-Cokolwiek się stanie będziemy razem- nadal szeptał, a ja tak bardzo pragnęłam by te słowa były prawdą. -Nie pozwolę ci odejść. Nigdy.
Po tej deklaracji czułam się jeszcze gorzej. Jednak nie mogłam pozwolić sobie na płacz, nie mogłam się teraz rozkleić, bo to wzbudziłoby uwagę bruneta. On miał zasnąć spokojny i obudzić się w pustym łóżku, a na poduszce miał znaleźć list. Jego obietnica miała się spełnić. Nie zamierzałam odejść, zamierzałam tylko uratować jego siostrę. Trzymałam się nadziei, że przeżyję. A jeśli nadal będę żyć, że on mi to wybaczy.
-Wiem- jedyne słowo jakie mogłam powiedzieć. Bo wiedziałam.
Kiedy byłam pewna, że chłopak śpi, wysunęłam się z jego ramion, które za nic nie chciały mnie wypuścić. Brunet mruknął coś pod nosem, na szczęście dalej spał. Po cichu wyciągnęłam torbę spod łóżka, dałam ją tam, gdy ciemnooki brał prysznic. Poszłam na chwilę do łazienki by się przebrać, a kiedy byłam gotowa z trudem położyłam list na poduszce, na której jeszcze pół godziny wcześniej leżałam. Stojąc przy drzwiach, zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam na niego. Przygryzłam wargę aż poczułam metaliczny posmak krwi w ustach. Wyszłam, zamykając cicho pokój.
Będąc już na dworze dałam upust emocją i pozwoliłam, by łzy swobodnie spływały mi po policzku.
-Ann- szepnęłam.- Robisz to dla niego. On zrozumie.
Wsiadłam do samochodu i odjechałam spod domu. Jak na zrządzenie losu, w radio właśnie zaczęła lecieć nowa piosenka, jednego z zespołu, mówiąca o tym, że wokalista ma w środku swojego potwora i pyta się, czy bliska mu osoba, z nim zostanie mimo tego. Teraz się czułam tak, jakbym sama była potworem.
-------------
Imagine Dragons "Monster"
No to jestem. Rozdział miał być wcześniej, ale nie miałam na niego weny. Mam nadzieję, że Wam się podoba, chociaż patrząc na ilość ostatnich komentarzy, zaczynam w to wątpić. Mam nadzieję, że pod tym postem będziecie aktywniejsi.
Tutaj jest link do wattpada i proszę każdą osobę, posiadającą konto na nim o komentarz z opinią. To naprawdę ważne.
wattpad.com/user/TaMroczna
Do napisania!
 

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 16 (2)

Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy
Pozwolisz jej odejść
I pozwalasz jej odejść*
------------------------------

Ważna informacja na końcu


Pod osłoną nocy do starej, opuszczonej fabryki wjechało kilka sportowych samochodów. Między pojawieniem się kolejnego pojazdu mijało kilka minut, a jako ostatnie wjechało ognistoczerwone Porsche 911 turbo.
Praktycznie żaden z przybyłych tu kierowców nie był zadowolony, z obecności tutaj i najchętniej zmyłby się stąd szybciej niż ktokolwiek by zauważył. Jednak nikt tego nie zrobił, co bardzo zadowoliło bruneta. Z szerokim uśmiechem na ustach opuścił swój samochód i oparł się o jego maskę. Chyba jako jedyny był zadowolony ze spotkania starych znajomych. Również wiedział najwięcej. Jeśli pracując w firmie nie robił nic pożytecznego, to statut bezrobotnego bardzo mu służył. Może nie w wyglądzie, bo sińce pod oczami i kilkudniowy zarost wskazywały,że chłopak nie spał od kilku dni, ale na pewno w zdobywaniu informacji.
Przejechał wzrokiem po trzech samochodach, z których kolejno wysiadywali kierowcy. Nie była to jakaś kolosalna liczba, ale chłopak miał jeszcze w sekrecie kilka osób, które mogłyby mu pomóc, a o których istnieniu wiedział tylko on.
Z czerwonego samochodu wysiadła ruda piękność, mająca na twarzy jak zwykle obojętność wymieszaną z znudzeniem, za którym ukrywała wszystkie swoje emocje. Przyłożyła do ust w połowie wypalonego papierosa i w tym momencie jej wzrok utkwił na pojeździe blondyna. Gdyby ktoś jej się przyjrzał, mógłby zauważyć oznaki bólu i żalu w oczach. Jednak tak szybko jak one się pojawił, tak samo szybko kobieta je ukryła pod swoją maską.
-Jared po jaką cholerę sprowadzałeś mnie tu?- Może i jej głos wydawał się beznamiętny i pozbawiony jakichkolwiek uczuć, jednak w środku dziewczyna czuła zaniepokojenie, a może nawet strach. W każdej chwili ktoś mógł w końcu dowiedzieć się co zrobiła. A za zabójstwo Organizatora nie groził jej tylko pobyt w więzieniu, a dużo gorsze rzeczy i choć nie bała się śmierci, nie dokończyła jeszcze kilku spraw, a nie zamierzała pozostawić ich nierozwiązanych.
-A to kto?- Wskazała głową na ciemnoskórego chłopaka, który stał obok Jareda. Uśmiechał się w aroganckim stylu, a przy okazji marszczył brwi. Był to bardzo dziwny widok aczkolwiek także uroczy i sama Juliet musiała to przyznać, choć bardzo niechętne. Opamiętała się w chwili, gdy przed oczami wyrosła jej postać Maxa. Bardzo się zmienił i przez te kilka miesięcy jakby się postarzał. Widać było, że już dawno powinien ściąć włosy i się ogolić. Poczuła niemałe ukłucie bólu widząc człowieka, z którym chciała dzielić resztę życia, a który zostawił ją tuż po wyjściu z domu Collinsów. Twierdził, że tak będzie lepiej, bezpieczniej. Rudowłosa wtedy nie wiedziała co zrobić, chciała zaprzeczyć, walczyć o miłość, jednak duma jej na to nie pozwalała.
Dlatego w tej chwili rzuciła w jego kierunku tylko niechętne spojrzenie, a swój wzrok umieściła na Jaredzie, ponieważ wydawało jej się, iż będzie to najbezpieczniejsze wyjście, a tym samym nie pokaże, że się wstydzi albo co gorsza, boi.
-Mój nowy znajomy.- Było to bardzo zaskakujące, że brunet miał jeszcze siłę uśmiechać się szeroko, nawet do zielonookiej, a przecież wszystkim było wiadomo jaki stosunek był między nimi i było też wiadomo, że raczej nigdy się nie ociepli.
Max kompletnie zignorował nowego chłopaka, całą uwagę skupiał na tym, by nie patrzeć się na swoją byłą dziewczynę. Przejechał dłonią po blond włosach i westchnął ciężko, jakby miało to mu w jakikolwiek sposób pomóc.
-Wiem, kto stoi za tym wszystkim- niebieskooki spoważniał, a całe rozbawienie towarzyszące mu dotychczas gdzieś się ulotniło. Po raz kolejny przejechał przenikliwym wzrokiem po wszystkich zgromadzonych udowadniając, że nie żartuje, że jest pewien swoich słów. Chciał w końcu pokazać, że nie jest chłopakiem na posyłki i może coś osiągnąć. Pragnął udowodnić, że ludzie się do niego pomylili i obrał sobie za cel znalezienie prawdziwego zdrajcy. A to mu się udało.- I wiem, że pozbycie się go będzie cholernie trudne, dlatego potrzebujemy więcej ludzi, a tym samym musimy zadzwonić po Ann. Chociaż dobrze wiem, że to będzie dla niej bardzo bolesne i wiem, że to wyprawa samobójcza.
Jak każda inna- pomyślała Ju, jednak nie wypowiedziała tych słów na głos.
Max zamyślił się na chwilę, a jego dłonie zaciskały się w pięść i rozluźniały cały czas. Po raz kolejny musiał wystawić na śmierć kobiety, które kochał i nie był pewny czy tym razem wszystkim uda się przeżyć. Był pewien, że szczęście towarzyszące im ostatnim razem, teraz może ich opuścić. A on nie mógł nic zrobić, by chociaż odciągnąć je od tego.
-Jakby to Ann powiedziała- zaczął brunet.- Pod latarnią jest najciemniej.

Kolejny upalny dzień. Zdawało mi się, a może nawet przypuszczałam, że ten rok będzie jednym z najgorętszych od kilkudziesięciu lat. Temperatura wzrastała do takich stopni, że często w lato nie było tak gorąco, dużo ludzi przez to dostawało udaru. A przecież, jakby nie patrzeć, to dopiero pierwszy marca.
Dzisiaj ponownie klimatyzacja nawet nie dawała ukojenia i już pół godziny po wyjeździe z raju, żałowałam, że w ogóle stamtąd wyjechałam. Przez myśl nawet mi przeszło by wykupić ten teren.
Mało rozmawialiśmy w drodze, cisza nam nie przeszkadzała. Ja wpatrywałam się w szybę po swojej stronie i przyglądałam się zmieniającemu się krajobrazowi. W jednym momencie jechaliśmy przez gęsto porośnięty las, a już kilkadziesiąt minut później znajdowaliśmy się na pustyni. Uwielbiałam podróże samochodem, gdy jeździłam sama. To uczucie władzy, zastrzyk adrenaliny, kiedy przekraczało się dozwoloną prędkość i wymijało się co chwilę nowe samochody. Ten dreszcz emocji, gdy ścigałam się z którymś chłopaków i wygrywałam. Bo byłam w tym najlepsza, to było dla mnie. I chyba było to jedyną rzeczą, która w tym wszystkim tak naprawdę dawała mi radość. To dawało mi poczucie wolności.
-O czym myślisz?- doszedł do mnie głos Paula, jakby przyciszony i niepewny. Nie myślałam o rzeczywistości, jeszcze nie. Chciałam się cieszyć tymi ostatnimi chwilami, można powiedzieć, że normalności.
Uśmiechnęłam się delikatnie i pogłośniłam radio, bo właśnie leciała jedna z piosenek, która dobrze mi się kojarzyła. Zawsze gdy Borys był sam i oddawał się czyszczeniu broni słuchał kilku piosenek. Było ich niewiele, może z cztery, ale tą lubił najbardziej. Wtedy często siadałam w fotelu, który znajdował się w rogu pokoju i przyglądałam się mężczyźnie. Zawsze mnie zauważał, ale nigdy nie dawał po sobie tego poznawać. Zachowywał się wtedy jakby mnie ignorował, ale tak nie było. Po prostu była to jego chwila, a on tylko pozwalał mi być obserwatorem i pozwalał wszystko zrozumieć, bez słów. Max nauczył się tego samego.
Poczułam delikatne ukłucie bólu, kiedy przypomniałam sobie o bracie. Nie myślałam o naszym ostatnim spotkaniu, tylko o dawnych czasach. Kiedy skończyłam tak dużo przebywać z Borysem, zajmowałam czas Maxowi. Wtedy siadałam na podłodze w garażu, a on zajmował się swoim ukochanym motocyklem, by potem wziąć mnie na przejażdżkę.
Nigdy z nim nie wygrałam, kiedy jechał na motocyklu. Jeśli ja byłam mistrzem w jeździe samochodem, to on miał to samo tylko z motocyklem.
-O niczym szczególnym.- Sama nie wiedziałam, czy zaliczało się to do kłamstwa. Nie czułam tego, że okłamałam chłopaka. Odparłam wymijająco, ale na pewno nie skłamałam.
-Będzie dobrze.- Ścisnął moje udo i na chwilę zatrzymał na mnie wzrok, by później przenieść go ponownie na drogę.
Kiwnęłam głową. On w to wierzył, wierzył we mnie, w nas. Ja też powinnam w to wierzyć. Tyle, że było to bardzo trudne.
Kiedy znalazłam się w domu, nie marzyłam o niczym innym jak prysznicu i łóżku. Co chwilę musiałam powstrzymać się od ziewnięcia, co budziło rozbawienie w Paulu, za co kilka razy ode mnie oderwał. Pomijając to, że jeszcze więcej razy uderzyłam tylko powietrze, ale kto by tam się tym przejmował.
Jakie było moje zdziwienie, gdy w salonie zastałam rodziców, którzy jak gdyby nigdy nic siedzieli na sofie przy lampkach wina, żartowali, a mama chichotała jakby była nastolatką. Zatrzymałam się w progu i przetarłam oczy, zastanawiając się czy to co widzę, nie jest tylko skutkiem za długiej jazdy i braku snu.
-Wróciliście już?- Mama popatrzyła na nas zdziwiona. Paul przywitał się krótkim „dzień dobry”, za to ja nie powiedziałam nic. Byłam w zbyt dużym szoku, by wypowiedzieć choć jedno słowo.
-Ja.. Wy..- plątałam się w wypowiedzi, jak gdyby to oni złapali mnie w niedwuznacznej sytuacji.- My pójdziemy.
Pociągnęłam Paula za rękę i jak najszybciej przedostałam się na górę. Usiadłam zszokowana na łóżku i nadal nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Moi rodzice byli w domu. Ba. Oni spędzali czas razem i to nie pracując.
Brunet jakby nie zauważając w tym nic dziwnego, usiadł obok mnie, a potem pociągnął na środek łóżka. Ułożyłam się obok niego i przyłożyłam głowę do jego torsu. Jego dłoń delikatnie jeździła po moich plecach. Przymknęłam oczy, jednak ta chwila nie trwała długo. Czułam wibracje w kieszeni spodni oznaczające, że ktoś do mnie dzwoni.
-Zignoruj to- brunet szepnął w moje włosy przytulając mnie mocniej. Jednak nie mogłam tego zignorować. Coś mi na to nie pozwalało.
Usiadłam, co skutkowało jękiem niezadowolenia ze strony chłopaka. Wyciągnęłam komórkę i przyłożyłam ją do ucha, wcześniej odbierając.
-Słucham?- mruknęłam próbując powstrzymać śmiech, bo w tym momencie brunet zaczął mnie łaskotać.
-Dobrze się bawisz, prawda?
Zamarłam.
-Ciekawe jak będziesz się bawić, gdy dowiesz się, że twoje dwie przyjaciółeczki tu są, a jedna z nich dziwnym trafem ma na nazwisko Brown.
Widziałam, że moje zachowanie zaniepokoiło Paula. Wiedziałam, że będzie chciał wyjaśnień. Nie mogłam ich mu dać. Musiałam zrobić wszystko by ocalić Emily. Musiałam zrobić wszystko, by Paul pozostał tutaj i o niczym się nie dowiedział. Tylko jak miałam to zrobić, jeśli jutro on się obudzi i nie będzie mnie przy nim? Potrzebowałam pomocy i wiedziałam kto mógł mi pomóc.

Mężczyzna zakończył rozmowę z perfidnym uśmiechem na ustach. Spojrzał na dwa zdjęcia leżące na jego biurku. Z obu zdjęć uśmiechały się dwie nastolatki. Jedna blondynka, którą mężczyzna znał bardzo dobrze, a druga brunetka. Camilla Barker i Emily Brown. Mężczyzna zastanawiał się właśnie, która pierwsza umrze i w jaki sposób. W chwili gdy o tym pomyślał, zaczęło się odliczanie. Odliczanie do śmierci nie tylko tych dwóch dziewczyn.

------------------
*Passanger  "Let her go"
 Jestem! Nawet nie wiecie ile razy przez te kilka tygodni miałam ochotę napisać rozdział, a nie miałam możliwości. Naprawdę było to bardzo irytujące uczucie. Ale dobrze, że już jestem i teraz znów będę regularnie pisać. 
Od jakiegoś czasu na komputerze poprawiam stare rozdziały pierwszej części, dodaję więcej opisów, inaczej piszę dialogi, ale sens jest ten sam. Kiedy już poprawię całą pierwszą część możliwe, że zamieszczę ją na chomikuj i może też na wattpadzie. Będzie to jakoś po zakończeniu drugiej części, gdzie na początku, może w połowie września. Teraz pytanie do Was, czy będziecie chcieli to przeczytać? Jeśli tak, to bardzo mnie to ucieszy, a jeśli nie, to jeszcze raz się zastanowię czy wypuszczać to bardziej w wersji całości, książki. Jak wspominałam będzie to można ściągnąć z chomikuj i może wattpada, ale to wszystko od Was zależy. Jeżeli nowsza wersja opowiadania przypadłaby Wam do gustu, zabrałabym się za poprawianie dwójki.
Jutro bądź pojutrze, najpóźniej w sobotę, będzie rozdział na drugim blogu, na który już teraz zapraszam.
No to chyba wszystko, rozpisałam się trochę.
Czekam na wasze komentarze, bo naprawdę się za nimi stęskniłam i mam nadzieję, że będziecie aktywni.
Do napisania

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 15 (2)

Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział, ponieważ jutro bądź w środę wyjeżdżam na dłuższy okres, możliwe, że wrócę dopiero tydzień przed rozpoczęciem roku. 
Wątpię, żeby była trzecia część Nienawiści. Coraz mniej ludzi czyta drugą, a trzeciej pewnie już nikt by nie czytał. Więc najprawdopodobniej opowiadanie zakończy się na drugiej części.
Jedna osoba spytała mnie, czy polecam utworzenia bloga na blogspot. Szczerze powiedziawszy, tak. Jest dużo możliwości i w pełni można kontrolować to, co się robi.
Teraz życzę miłego czytania

-------------------------------
Skacz – i lecąc w dół, pozwól, by wyrosły ci skrzydła*
--------------
Wzięłam głęboki oddech sprawdzając czy klimatyzacja na pewno działa. Chociaż byłam przyzwyczajona do Kalifornijskich upałów, dzisiaj słońce było szczególnie nieznośne, mimo że już dawno minęła siedemnasta.
-Wiesz- zaczął Paul przesuwając dłonią po ciemnych włosach.- Niektórzy oddali by wszystko, by mieć taką temperaturę w ostatni weekend lutego.
Rzuciłam mu krótkie spojrzenie wachlując się gazetą. Ja w tej chwili oddałabym wszystko za zimny prysznic lub pływanie w oceanie. Jechaliśmy już ponad trzy godziny. Jedyne co wiedziałam to, to że udawaliśmy się w głąb kraju. Wpadliśmy w idiotyczną porę, bo co jakiś czas znajdowaliśmy się w kroku i w tej chwili było tak samo.
Chłopak pochylił się w moją stronę i odgarnął mi kosmyk włosów za ucho uśmiechając się delikatnie i jakby przepraszająco. Przysunęłam jego twarz do siebie i pocałowałam go krótko.
-Wszystko okay?- spytał przyglądając mi się uważnie.
Kiwnęłam głową. Obiecałam, że nie będę myślała o niczym, tylko o naszym wypadzie. Nie chciałam zepsuć Paulowi tego weekendu.
Brunet uśmiechnął się tajemniczo i wrócił na swoje miejsce, bo mogliśmy w końcu jechać dalej. Oczywiście nie zdradził mi ani słowem celu naszej podróży, a gdy o to się pytałam, zamykał mi usta swoimi i na tym był koniec naszej rozmowy.
-Za niedługo będziemy, mała- stwierdził i zjechał z autostrady.
Wysiadłam z samochodu i zatrzymałam się z wrażenia. Byliśmy nad dużym jeziorem, który praktycznie ze wszystkich stron było otoczone lasami. Kilkadziesiąt metrów od nas dostrzegłam średniej wielkości pomost. Przyglądałam się tafli wody, w której odbijały się promienie słońca.
-Zaczekaj tutaj- szepnął mi we włosy i pocałował w skroń.
Oparłam się o maskę samochodu i rozejrzałam dookoła. Podążając wzrokiem za moim chłopakiem dostrzegłam, że kieruję się w stronę kilku małych domków. Zmarszczyłam brwi i nie mogłam zrozumieć kto w takim miejscu stawia domki wypoczynkowe. Na szczęście były na większym wzniesieniu i do plaży nie było aż tak blisko, jednak trzeba było przejść się kawałek.
Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech, powietrze było tu dużo wilgotniejsze niż w czasie podróży i dużo lepiej się oddychało. Delikatny wiatr muskał moją skórę i plątał włosy. Uśmiechnęłam się sama do siebie, nie miałam pojęcia gdzie dokładnie jesteśmy, ale cieszyłam się, że jesteśmy daleko od domu. To tak, jakby w jednej chwili można było być daleko od problemów. Już w tej chwili czułam, że w tym miejscu będzie mi lepiej zapomnieć o nich chociaż na chwilę i skupić się tylko na moim kochanym idiocie.
Nagle poczułam jak tracą grunt pod nogami i mimowolnie pisnęłam. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam obok siebie zadowoloną twarz bruneta, który niósł mnie na rękach. Próbowałam mu się wyrwać, ale ten mocno mnie trzymał.
-Paul postaw mnie- zażądałam, ale nie mogłam powstrzymać się od chichotu.
-Nie rzucaj się- odparł ostro, chociaż byłam pewna, że nie był zły. Jak zwykle robiąc na przekór zaczęłam jeszcze bardziej się wyrywać.
-Kobiety- mruknął i przerzucił mnie sobie przez ramię jak worek. Teraz zwisałam głową do dołu i coraz bardziej czułam jak zaczyna mi się kręcić głowie. Usiłowałam podnieść głowę jak najwyżej umiałam.
-Co ty właściwie robisz, co?- spytałam zaciekawiona i próbowałam przybrać poważny ton, jednak dzisiaj to bardziej jemu się udawało.
-Chcę przenieść moją dziewczynę przez próg, ale ta jak zwykle wszystko utrudnia- mruknął i klepnął mnie w tyłek.
Znieruchomiałam przetwarzając wszystko co mi powiedział i co zrobił. Nie miałam pojęcia czy najpierw zacząć się na niego wydzierać czy spytać o zdrowie psychiczne.
-Czekaj- zaczęłam nadal wisząc głową w dół. Oj, było coraz gorzej.- Czy czasem nie przenosi się panny młodej przez próg?
Poczułam jak wzruszył ramionami, co skutkowało tym, że uderzyłam głową w jego plecy. Warknęłam cicho pod nosem, a on zaczął się śmiać.
Czułam się jak Fiona w pierwszej części Shreka. Dopiero teraz zrozumiałam jej frustracje i- chociaż była wymyśloną postacią- zaczęło mi jej być żal.
-Będziesz grzeczną dziewczynką?- spytał, a ja już wiedziałam, że coś kombinuje.
-A co? Chcesz mnie zaciągnąć do sypialni?- spytałam retorycznie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że te pytanie powiedziałam na głos i na moich policzkach wystąpiły rumieńce. Miałam nadzieję, że do czasu aż stanę, znikną z mojej twarzy.
-Kusząca propozycja, mała. Uważaj, bo jeszcze przyjmę to jako zgodę.
-Dupek- mruknęłam pod nosem kołysząc się na boki. Ciekawe kiedy mnie w końcu postawi.
Chłopak wszedł po kilku schodkach i usłyszałam zgrzyt otwieranych drzwi. Ponownie zostałam podrzucona jak marionetka i na powrót wylądowałam w ramionach bruneta, który uśmiechał się jak głupi do sera, a mi zaczynało zasychać w gardle, bo dopiero w tej chwili doszło do mnie to wszystko. Odwróciłam wzrok od oczu chłopaka i przygryzłam dolną wargę. Weszliśmy do środka. To znaczy on wszedł, bo ja grzecznie przebywałam na jego rękach. Postawił mnie na podłodze wyłożonej panelami. Przesunęłam wzrokiem po pomieszczeniu. Był to mały salon urządzony w różnych odcieniach zieleni i brązu. Dwuosobowa kanapa, przed nią stolik, a obok fotel. Telewizor stał na wykonanej z drewna szafce. Ściany były pomalowane na jasny brąz. Kuchnia była połączona, a oddzielało te dwa pomieszczenia podłużny stolik i krzesła. W małej kuchni było kilka szafek, które były wykonane z ciemnego drewna, a blaty były wykonane z jakiegoś kamienia.
Otworzyłam drzwi i odnalazłam łazienkę. Szafeczki, zlew i cała reszta była czarna, gdy ściany miały kolor czystej bieli. Kabina umieszczona była w lewym rogu, a kawałek dalej znajdowała się umywalka nad którą wisiało lustro z czarną ramą. Gdy zobaczyłam się w lustrze mało nie krzyknęłam. Musiałam wziąć prysznic i to jak najszybciej.
Sypialnia podobnie jak salon skąpana była w zieleni i brązie, ale tutaj bardziej dominował ten pierwszy kolor. Największą powierzchnie zajmowało duże, małżeńskie łóżko i nie wiadomo czemu w tej chwili znów poczułam pieczenie na policzkach. Na przeciw łóżka stała średniej wielkości rozzuwana szafa. Ale to nie to przyciągnęło mój wzrok. Dokładnie przede mną, po drugiej stronie znajdowało się okno z którego był piękny widok na jezioro i pobliski las. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam bliżej do okna. Domek cały był przytulny i po prostu śliczny, ale nie mógł się równać z tym widokiem. A ten widok powodował, że ten dom był przez to jeszcze bardziej piękniejszy.
Nagle ktoś przejechał dłonią po mojej ręce, a po chwili otoczyła mnie para silnych ramion. Wtuliłam się plecami w Paula i odetchnęłam z ulgą.
-Podoba ci się?- spytał szeptem i pocałował mnie w szyję powodując przyjemny dreszcz na plecach.
-Mhm. Jest pięknie. Dziękuje, że mnie tu przywiozłeś.- Obróciłam się w jego stronę i zarzuciłam mu dłonie na szyję.
-Przyjemność po mojej stronie.- Posłał mi swój łobuzerski uśmiech, a w jego oczach pojawiły się radosne iskierki.
Stanęłam na palcach i musnęłam ustami jego wargi.
-Idę wziąć prysznic- oświadczyłam odsuwając się od niego.
-Mogę z tobą?
Pokręciłam głową idąc tyłem do wyjścia i posłałam mu buziaka.
Siedzieliśmy na pomoście mocząc stopy w chłodnej wodzie. Opierałam głowę na piersi bruneta otoczona jego ramionami. Słońce chowało się zza horyzontem i teraz niebo posiadało różne barwy od żółci po pomarańcz i róż, aż do ciemnej czerwieni. Byliśmy jedynymi gośćmi i poza obsługą nie było nikogo tutaj innego. Chyba, że na drugim końcu jeziora ktoś przyszedł na spacer.
Paul rysował kciukiem nie znane mi kształty na wnętrzu mojej dłoni wyraźnie zamyślony, bo już nie odzywał się od kilkunastu minut. Jednak ta cisza nikomu nie przeszkadzała. W tle było słychać śpiew ptaków i szelest liści poruszanych przez wiatr.
-Nie mogę uwierzyć, że w takim miejscu nie ma nikogo oprócz nas- szepnęłam nie chcąc w jakikolwiek sposób zakłócić tej ciszy.
-Niewiele ludzi wie o tym miejscu- odszepnął.- A to, że są tu domki letniskowe o niczym nie świadczy, większość ludzi jak chce pojechać nad jezioro zazwyczaj wybiera Clear.
Kiwnęłam głową i odsunęłam zagubiony kosmyk włosów za ucho.
-Kocham cię- wyznałam odwracając się w jego stronę delikatnie, ale na tyle by móc spojrzeć mu w oczy. Przejechałam dłonią po jego szczęce na której zaczynał odrastać zarost.
-Powtórz- poprosił patrząc mi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Kocham cię, Paul.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, przyciągnął mnie do siebie bliżej, o ile było to możliwe i złączył nasze usta w długim pocałunku nie pozwalając mi odsunąć się nawet na minimetr.
-Nigdy więcej nie pozwolę ci odejść- szepnął mi do ucha.
Wtuliłam się w jego pierś i wciągnęłam powietrze wymieszane z jego zapachem.
-Chodź, wracamy- wstał i podał mi dłoń, bym zrobiła to samo. Potem objął mnie w pasie i ruszyliśmy w kierunku domku.
Z każdym przebytym krokiem czułam, jak w gardle zaczyna mi zasychać, a serce mocniej bić. Częściej oddychałam. Nie to, że nigdy nie spałam z Paulem w jednym łóżku, bo to zdarzało się wiele razy. Tyle, że wtedy żadne z nas, a bynajmniej ja, nie myślałam nawet przez chwilę o czymkolwiek innym oprócz snu.
-Spokojnie, kochanie- mruknął, gdy zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Obrócił mnie w swoją stronę i chwycił twarz obiema dłońmi bym na niego spojrzała.
-Nie chcę cię już więcej stracić, wiesz?- Kiwnęłam głową w odpowiedzi, bo nie byłam pewna, czy zdołałabym wydusić z siebie chociaż słowo.
Odsunął jedną dłoń, by po chwili wyciągnąć małe pudełeczko z kieszeni.
-Ty chyba nie zamierzasz mi się oświadczyć?- spytałam niepewna planów bruneta. Choć naprawdę go kochałam, zdawałam sobie sprawę, że na to byliśmy za młodzi, dodatkowo patrząc na to co się dzieje, nie byłam pewna czy przyjmując jego oświadczyny, nie spowodowałabym, żeby groziło mu jeszcze większe niebezpieczeństwo.
-Nie- pokręcił głową, a w jego oczach dostrzegłam cień smutku.- Jeszcze nie, skarbie. Ale na pewno to zrobię.
Po raz kolejny tego dnia tylko kiwnęłam głową przyglądając się uważnie chłopakowi. Chwycił moją dłoń, a potem położył na niej małe, granatowe pudełeczko.
-Moje już masz, ale...- nie dokończył, tylko pozwolił mi otworzyć.. Moim oczom ukazał się wisiorek w kształcie serca. Przyjrzałam się mu i albo mi się zdawało, albo był to rubin.
Zrobiłam krok w tył padając na drzwi.
-Paul, ja naprawdę dziękuje, ale..- nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. No bo jak mogłam przyjąć coś tak kosztownego? Nie potrzebowałam dowodów na to, że Paul mnie kocha, a przede wszystkim nie tak drogich.
-Po prostu go przyjmij, dobrze?- w oczach miał wyraźną prośbę i nadzieję.- Dla mnie.
Odsunęłam włosy i stanęłam do niego tyłem, by zapiął łańcuszek. Nim jednak to zrobił, złożył na mojej szyi pocałunek i przez chwilę trzymał swoje usta przy mojej skórze.
-Dziękuje- pocałowałam go, gdy już skończył.
-Ann, jeśli nie jesteś gotowa... To nie musimy tego robić. Zaczekam.
Ja wiedziałam czego chcę. Byłam tego pewna. Stałam przed chłopakiem, którego naprawdę kochałam i chciałam z nim spędzić resztę życia.
-Chcę, Paul- miałam dziwnie zachrypnięty głos.
Chłopak chwycił moją dłoń i otworzył drzwi wpuszczając do środka. Wchodząc do sypialni zatrzymałam się na chwilę. Wszędzie były porozstawiane świeczki, które powodowały nastrój. W kilku miejscach były wazony z czerwonymi różami. Popatrzyłam na bruneta, gdy ten przyciągnął mnie do siebie i złączył nasze usta w pocałunku. Nic więcej nie było mi potrzeba. Niczego więcej nie pragnęłam oprócz niego.
---------------
*Ray Bradbury
Do napisania

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 14 (2)

Proszę o skupienie i wczytanie się w ten rozdział. 
Może na początek wydaje się błahy, ale mam cień nadziei, że taki nie jest.
----------------
Gdy ktoś, kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc, że
Los inny mi pisany jest *
-----------------------
Druga szansa. Co właściwie oznaczają te dwa słowa? Ludzie zawsze proszę o drugą szanse innego człowieka, nigdy siebie. Robią tak, bo zależy im na danej osobie, a czasami po prostu chcą poczuć się lepiej. Jednak są zbyt tchórzliwi, by poprosić o szanse samego siebie. A to właśnie w tym tkwi problem. Jak ktoś może nam wybaczyć, gdy sami sobie nie umiem?
Często ludzie proszą o drugą szanse, gdy popełnią błąd lub błędy. Ale to przecież błędy pozwalają nam się zmienić, dostrzec nasze wady. Wtedy zaczynamy nienawidzić się, właśnie przez te wady, a powinniśmy robić na odwrót. Powinniśmy zaakceptować to, że jesteśmy tylko ludźmi, że mamy wady i popełniamy błędy. Wtedy łatwiej byłoby nam wybaczać.
-Gdyby to było takie proste- mruknęłam siedząc w samochodzie.
Jutro miałam wyjechać z Paulem na weekend. Nie miałam pojęcia gdzie, ale nie interesowało mnie to. Ważne, że spędzę z nim czas. Zrobię coś dla niego, dla siebie. Dla nas.
Byłam na terenie starej fabryki, a budynek który stał obok, groził zawaleniem. Choć obiecałam Paulowi, że przez ten tydzień nie będę robiła nic głupiego, co narażałoby moje życie i ogólnie przestanę myśleć o problemach, nie było to łatwe. Zwłaszcza gdy miałam jedyną możliwość by spotkać się z Maxem.
Widziałam jak zaparkował kawałek przede mną, po drugiej stronie zniszczonej drogi. Wysiadł z samochodu i oparł się o jego maskę. Wydawał się zamyślony, całkowicie nieświadomy mojej obecności. To nie ja tu miałam się pojawić. Był umówiony z kimś innym. Ale teraz moja kolej mówić Niespodzianka, zrobiliśmy z ciebie idiotę.
Lecz nie było mi tak dobrze jak przypuszczałam. Widząc blondyna jak zaczyna chodzić i kopie kamienie, jedyne czego chciałam to znów znaleźć się w ramionach brata. By było tak jak wcześniej. Mieliśmy zamieszkać razem w Nowym Yorku. Mieliśmy nie przejmować się rodzicami, być rodziną. Miało być tak jak dawniej, ale o wiele lepiej. Na naszych zasadach, warunkach i tam gdzie sami byśmy sobie to wybrali. A było wręcz odwrotnie, było sto razy gorzej.
Powoli chwyciłam za klamkę, dziękując w duchu, że Leon zgodził się na moje „zakupy”, i wysiadłam.
Nadal byłam niewidoczna dla chłopaka, co dało mi kilka dodatkowych sekund. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w jego stronę. Dostrzegł mnie chwile potem. Nie spodziewał się mnie, był zaskoczony i zły. Może nie spodziewałam się powitania z fajerwerkami, ale to co zobaczyłam w jego oczach, spowodowało, że zatrzymałam się w pół kroku.
Tyle pytań miałam w głowie, nie tylko związanych z nowym psychopatą i Markiem, ale też z nami. Zgranym rodzeństwem, którym kiedyś byliśmy.
-Ann, co ty znowu, do cholery, wymyśliłaś?!- chłód jego tonu spowodował, że włoski na mojej skórze stanęły, a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Czyli tak czuli się ludzie, którzy go nie znali albo ci, którzy zaszli mu za skórę.
-Nie przyszłam po pomoc- wyjaśniłam pewnym głosem szkoda, że tak się nie czułam.
-Skąd wiedziałaś, że tu będę?- Był wyraźnie niezadowolony z mojej wiedzy. Gdzie się podział mój brat? Osoba, która broniła mnie i była dla mnie bohaterem?
Ona nie żyje.
Te słowa obiły się o moją głowę powodując nie przyjemny ból. W głowie i sercu. Te słowa były tak prawdziwe, że aż bolało. Wszyscy dookoła mi to mówili, ale te słowa do mnie nie docierały. Teraz je zrozumiałam. Max stracił tą swoją dobrą stronę, to co było w nim najważniejsze. Coś co czyniło z niego najlepszą osobę, jaką znałam. To, wraz z tamtym wypadkiem, umarło. Jest teraz na cmentarzu.
-Wiedza ma cenę- założyłam dłonie na klatce piersiowej, próbując ukryć fakt, że jestem jedną, wielką galaretą.- To ja miałam zadawać pytania.
-Co chcesz wiedzieć?!- wyrzucił dłonie w powietrze.- Dlaczego cię zostawiłem? Dlaczego zostałaś sama, czy gdzie jest twój Max?
Zabolały mnie jego słowa. Zmrużyłam oczy gotowa wyprzeć się tego, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili. Skłamałabym.
-Na te pytania nigdy mi nie odpowiesz- odparłam wymijająco.
-To czego chcesz?
-Wiesz, że babcia nie żyje?- spytałam ni stąd ni zowąd. To pytanie samo wyleciało z moich ust.
Patrząc jak wyraz jego twarzy się zmienia, łagodnieje miałam cichą nadzieję, że Max się nie zmienił. Że tylko gra i za chwile wybuchnie śmiechem mówiąc, że dałam się nabrać. Mogłabym w to uwierzyć, gdyby nie fakt, że po chwili ostatnie oznaki mojego brata zniknęły z twarzy mężczyzny. Zaskoczyłam go tylko pytaniem, nic więcej.
-Kiedy?- przejechał palcami po włosach wypuszczając głośno powietrze.- Kiedy zmarła? Czemu? Przecież była zdrowa.
Prychnęłam kręcąc głową.
-Została zamordowana- te słowa z trudem przechodziły mi przez gardło. Jeszcze kilka miesięcy temu tak właśnie mówiłam o Maxie. Został zamordowany, na moich oczach dostał kulkę w pierś. I choć logika nie pozwala nawet pomyśleć, że tu stoi i żyje, tak właśnie było. W innym przypadku pomyślałabym, że mam halucynacje. Ale on naprawdę żył. A bynajmniej żyło to, co z niego pozostało.
Przed oczami nagle pojawił mi się obraz leżącego Maxa w kałuży krwi. Nie oddychającego, nie wykazującego żadnych ludzkich odruchów. To wspomnienie było bolesne. Przyprawiało mnie o nudności, czułam jak zaczyna mi się kręcić w głowie. Ale nagle coś sobie uświadomiłam, coś co umykało mi przez cały czas.
-Tata był przy tobie- szepnęłam.- Kiedy dostałeś, był przy tobie.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że pominęłam tak ważną rzecz. Przez ból zapomniałam kilka szczegółów, bo w głowie cały czas miałam martwego Maxa. Kompletnie pominęłam ojca i matkę, która stała kawałek dalej cała zapłakana.
-Ojciec wiedział, że żyjesz- zrobiłam krok w tył. Ojciec wiedział, że on żył. Ojciec wiedział, że kilka lat temu pojadę za Maxem i zabiję tamtego chłopaka.
Nagle jakby zalała mnie fala olśnienia. Nie obchodził mnie teraz psychopata, jego zrzuciłam na dalszy plan. Oni chcieli, bym zabiła Alana . Nie. To nie ja go miałam zabić. To miał zrobić Max.
Miałam mętlik w głowie. Słowa, które powiedział mi James były tylko skrawkiem prawdy. Ja sama tego wszystkiego nie rozumiałam. Dlaczego on wtedy chciał się spotkać z Maxem, skoro nie chciał go zabić.?
-Ty chciałeś go zabić- wymamrotałam pierwszy raz bojąc się własnego brata.
-Cholera jasna!- wydarł się.- Jasne, że nie. Ann, dlaczego wymyślasz takie bzdury?
-Bo nikt mi nie mówi prawdy?- zadałam retoryczne pytanie.- Bo wszystko przede mną ukrywacie? Dlaczego ojciec Lu wiedział, że mamy brata? Dlaczego szantażował ojca, chciał, by jego syn mnie zranił? Bym dostała się do Organizatora? On chciał mnie zranić, zemścić się za śmierć jedynego syna, czy chciał bym dowiedziała się prawdy? Dlaczego spotkałeś się z tym chłopakiem? On nie chciał cię zabić, prawda? On tylko chciał prawdy, tak jak ja? Czy przez prawdę, także umrę? Czy doszukując się prawdy, doszukam się jedynie śmierci? Właśnie o to chodzi? Ty wiesz wszystko, nie? Dlatego nie chcesz się ze mną spotykać. Dlatego mnie zostawiłeś, bym była bezpieczna?
Widziałam jak coś w nim pęka. Maska, którą miał, zanika. Po chwili patrzyły na mnie dobrze mi znane brązowe oczy. Takie same jak moje. Jego były pełne miłości, troski. Czułam, że w końcu do niego dotarłam. Że mój braciszek wrócił.
-Nie udało ci, się Max- po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Ból był nie do zniesienia. Już nic nie miało sensu.- On mnie szuka. Nie wiem kim jest, ale on zna prawdę. On zabił babcię, spowodował wypadek Jake'a. On chce mnie.
Ostatni zdanie było tylko ruchem warg. Nie potrafiłam wypowiedzieć ich na głos. Patrzyłam na brata i wiedziałam, że on także zna prawdę. Wcześniej myślałam, że to ja ją znam. Kolejny błąd. Kolejna pomyłka w moim życiu. Max nie był zdrajcą. Mark nie był psychopatą. Był mafiozom, który lubi wykorzystywać ludzi. Ale nie psychopatą. Znów zalazłam się w ślepym zaułku. Czując się tak bezradnie, jak wtedy pod klubem. Otoczona bólem, strachem i niepewnością. Wtedy nie wiedziałam, czy oni tylko mnie zgwałcą, czy też zamordują. Teraz było pewne, że każdy krok może oznaczać śmierć. Prawda oznaczała śmierć. Moje życie oznaczało śmierć.
-Nie mogę ci powiedzieć. Do puki nie wiesz, jesteś bezpieczna.
-Gówno prawda!- wydarłam się tak, że ptaki na pobliskich drzewach odleciały. Słyszałam jak echo roznosi się po okolicy.- On zabije każdego, kogo kocham, słyszysz? Zabije każdego na kim mi zależy. Nie wiem kim jest, nie oczekuję pomocy, chcę prawdy.
-Przykro mi- powiedział szczerze.- Ode mnie się tego nie dowiesz.
Ruszył w kierunku samochodu. Pobiegłam za nim i chwyciłam go za rękę. Obrócił się i westchnął ciężko. Nie mogłam pozwolić mu odejść. Był moją ostatnią nadzieją, ostatnią osobą, która zna prawdę. Czy tak wiele wymagałam? Czy tak wiele wymagali ci, którzy zginęli dla prawdy?
-Proszę- powiedziałam zalana łzami. Nienawidziłam siebie za to, że byłam taka miękka, że tak łatwo było mnie przejrzeć, że byłam taka słaba. Bezużyteczna. Niepotrzebna. Wszystko było przeze mnie.
-Jadąc za mną popełniłaś błąd, siostrzyczko- pocałował mnie w czoło.- Wpakowałaś się w coś, co ciebie nigdy nie powinno dotyczyć.
-Max- wychlipałam.- Nie zostawiaj mnie. Proszę, nie zostawiaj mnie.
Byłam gotowa błagać go o to. Potrzebowałam go.
-Ojciec zwolnił Jareda- oznajmiłam.- Nie może się do mnie zbliżać, Max jestem sama. Paul mi nie pomoże, jest tylko zwykłym człowiekiem, którego wpakowaliśmy to.
-Którego ja wpakowałem- poprawił mnie ze smutkiem.- Nie ostrzegając, że to nie będzie zabawa.
Byłam cała we łzach.
-Nie mogę- szepnął.
-Jeśli mnie zostawisz, nie dam rady- chwytałam się wszystkich możliwych sposobów.- Jeśli teraz odjedziesz, już cię nigdy nie zobaczę. Max, kocham cię. Jesteś moim jedynym bratem. Zawsze działaliśmy razem, dlatego byliśmy niepokonani.
-Wiem, mała- dotknął mojego policzka.- Jednak zostając tu, sprowadzę na ciebie jeszcze więcej kłopotów. Nawet nie wiesz jakim ludziom zaszedłem za skórę.
Mówił do mnie powoli i cicho, jak do małego dziecka, którym zresztą się czułam.
-Proszę – powtórzyłam błagalnie.
Widziałam w jego oczach jak toczy walkę. Walkę z tym co powinien, a co chce zrobić. Wiem, że wymagałam od niego niemożliwego. Jeśliby został, byłoby to początkiem kolejnych kłopotów. Zachowywałam się egoistycznie, ale w tej sytuacji nie potrafiłam inaczej. Nie potrafiłam odsunąć się i pozwolić mu odejść. Powinnam to zrobić, ale nie mogłam.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie i objął mocno. Wtuliłam się w brata, czując jak bardzo mi tego brakowało. To tak jakby odnaleźć zagubioną część siebie i wiedzieć, że za chwile znów zniknie.
-Pamiętaj, że cię kocham, mała. Nie pozwolę by ktokolwiek cię skrzywdził- szeptał.
-Więc zostań ze mną- upierałam się.
-Nie.
To jedne słowo, było jak ostrze wbite w serce.
-Więc zabierz mnie ze sobą- zaczynałam wariować.
Zaśmiał się, ale nie był to szczery śmiech. Bardziej jak nieudolna wersja śmiechu.
-Nie możesz uciec.
-Nie ucieknę- sprzeczałam się.- Pojadę tylko z moim bratem.
Wzruszyłam ramionami, nie odrywając się od Maxa. Bałam się, że jeśli to zrobię, on zniknie. Rozpłynie się w powietrzu, zostawiając ogromną dziurę w sercu. Już raz to przeżyłam, drugi raz nie chciałam.
-Uparta jak zawsze- mruknął.- Wracaj do domu i nikomu nie mów o tej rozmowie. Rozumiesz? Nikomu, nawet Paulowi.
Kiwnęłam głową. Przegrałam. Nie mogłam nic zrobić, by go zatrzymać. Chciałabym powiedzieć coś, lub zrobić by go zatrzymać. Ale każda inna opcja byłaby kłamstwem. Każda próba zatrzymania go, nie była zbyt silna by zadziałać. Wtedy poczułam jeszcze większą nienawiść do ludzi, którzy nam to zrobili. Którzy zabrali mi najważniejszą osobę w życiu. Paul nie miał racji. Nie mogłam uważać, że Max nie żyje. Musiałam codziennie przypominać sobie, że on żyje. Naprawdę jest w świecie żywych. Tylko się ukrywa, ukrywa do dnia, w którym wszystko się ułoży. Do dnia, gdy prawda nie będzie oznaczała śmierci. Kiedy będziemy bezpieczni.
Ale czy taki dzień nadejdzie? Czy cały czas będzie ktoś, kto będzie chciał nas zabić? Rodzice wybrali dla nas najgorszą przyszłość jaką można sobie wyobrazić. Niektórzy nie mają pieniędzy, samochodu i nie mieszkają w wielkim domu. Ale mają coś, co nigdy my nie posiadaliśmy. Poczucie bezpieczeństwa. I oni mają rodzinę, my mieliśmy tylko siebie i nawet to zaczyna znikać.
Nagle poczułam jak coś spada z nieba. Po chwili zerwała się ulewa. Tak, prawdziwa ulewa i choć deszczu nie widziałam od dobrych kilku miesięcy, nie przyniósł on takiego skutku jak zawsze. Kiedyś cieszyłam się na widok deszczu, na zapach po nim. Dziś czułam, że oznacza on coś złego.
-Pamiętaj- zaczął.- Po deszczu zawsze przychodzi słońce...
-Po nocy, zawsze przyjdzie świt- dokończyłam, a kolejne łzy płynęły mi po policzkach mieszając się z kroplami deszczu.
-Wrócę- szepnął.- A wtedy zabiorę cię w bezpieczne miejsce, gdzie nic nie będzie ci grozić.
-Będę czekać- obiecałam.
Patrzyłam jak chłopak wsiada do samochodu, włącza światła i zapala silnik, przez przednią szybę widzę jak patrzy na mnie. Jakby chciał mnie zapamiętać. Ja robię to samo. Oboje wiemy, że te obietnice mogą się nie spełnić. Oboje wiemy, że w każdej chwili możemy zginąć.
Odjechał, a ja jeszcze stałam jakiś czas w strugach deszczu. Przemoknięta do suchej nitki. Dopiero gdy zaczęłam trząść się z zimna, a samochodu Maxa już dawno nie było widać, wracam do auta. Włączyłam ogrzewanie i odjechałam
Mój brat jednak żyje. Mój brat nadal jest sobą. A jednak. Jednak nadal wszystko jest źle.
-----------------------
*Perfect "Niepokonani"
Do napisania....

sobota, 28 czerwca 2014

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana także do LBA, za co dziękuje Paraboli.
Jeśli ktoś nie orientuje się, o co w tym wszystkim chodzi, to już wyjaśniam.
,,Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
 
Pytania od Paraboli
1. Skąd bierzesz pomysły na nowe rozdziały?
Z muzyki, otoczenia, książek. Zazwyczaj mam wenę kiedy sprzątam i to jet chyba najbardziej irytujące.
2. Kogo koncert chętnie byś zobaczył/a?
Wiele jest osób/zespołów których koncert chciałabym zobaczyć na żywo. Trudno jest wybrać jednego, ale chyba były to Imagine Dragons, a jeśli nie, to chętnie bym się wybrała na Jamesa Arthura, gdy ten ponownie zjawił się w Polsce
3. Masz ulubioną kawiarnię lub restaurację?
Kawiarnię. Jest taka jedna, do której chodzę z uśmiechem.
4. Od jak dawna piszesz?
Na blogspocie jestem od stycznia tego roku.
5. Wolisz spędzać wakacje aktywnie czy leniwie?
Pomiędzy. Lubię czasem się polenić, ale bez przesady. Nie chcę potem żałować, że całe wakacje spędziłam na nic nie robieniu.
6. Jakie imiona dał(a)byś swoim dzieciom?
Chyba nie chcę mieć dzieci, ale jeślibym miała to imiona były by bardziej nietypowe. Nie takie popularne i oklepane.
7.Jaki gatunek filmowy lubisz najbardziej?
Nie mam ulubionego gatunku. 
8. Gdzie widzisz siebie za 5 lat?
Początek studiów? Nie wiem, naprawdę. Moje życie ciągle się zmienia, dlatego nie planuję przyszłości. Oczywiście zastanawiam się, kim będę w przyszłości, ale wyborów jest tyle, że naprawdę nie umiem określić.
9. Jaka jest twoja ulubiona pora roku i dlaczego?
Lato i wczesna (o ile ciepła) jesień. 
Lato, chyba z wiadomych względów. Uwielbiam ciepło i słońce. W tej porze roku nawet deszcz jest czasem spoko. 
Jesień, lubię patrzeć na kolorowe liście.
10. W jakim miesiącu się urodziłaś/eś? 
Kwiecień
11. Wierzysz w przesądy?
Raczej nie.

Moje pytania:
1. Ulubiona potrawa
2. Kim chcesz zostać w przyszłości?
3. Co skłoniło cię do pisania?
4.Masz zwierzę ( nie wliczając rodzeństwa :p)?
5.Wierzysz w pechowe/ szczęśliwe liczy?
6. Co robisz, gdy masz zły humor?
7. Ulubiona książka?
8. Jak masz na imię?
9. Ulubiona dyscyplina sportowa?
10.Czy ktoś z bliskich wie, że piszesz?
11.Ulubiony film?

Nominuję:







Szablony